I nawet nie jestem zła . Po prostu jest mi przykro . płacz kochanie pomóż mi rany. 11,063 notes. 11,063 notes Musisz przetłumaczyć "JESTEM PO PROSTU CIEKAWA" z polskiego i użyć poprawnie w zdaniu? Poniżej znajduje się wiele przetłumaczonych przykładowych zdań zawierających tłumaczenia "JESTEM PO PROSTU CIEKAWA" - polskiego-angielski oraz wyszukiwarka tłumaczeń polskiego. LINK DO POBRANIA: http://www.sendspace.pl/file/a87a51f7489815d3c89576a/dekster-wbl-po-prostu-jestemPO PIERWSZE: wielkie podziękowania dla mojego człowieka Ad Może jestem głupkiem ale na pewno nie frajerem Po prostu jestem naiwniakiem bez poczucia własnej wartości Och wayo, tak, tak Och tak, tak Och tak, tak Och tak, tak A kiedy mówi, że chce tylko mnie wtedy zastanawiam się dlaczego śpi z moimi kumplami Kiedy mówi, że jestem jak choroba zastanawiam się jak długo jeszcze to zniosę Dziś chciałabym Was zaprosić do rozmowy inspirowanej mową, którą usłyszałam podczas tegorocznej edycji TEDxWarsaw. O czym ta mowa? O autyzmie, o spektrum, o "terapiach" i o empatii dwukierunkowej. Wygłosiła ją ze sceny Joanna Ławicka, prezeska Fundacji Prodeste, pedagożka i autorka książek “Nie jestem kosmitą” czy "Człowiek w spektrum autyzmu. Podręcznik pedagogiki I. Data premiery: 2003-11-28. Rok wydania: 2003. Pokaż więcej informacji. Książka Jestem, po prostu jestem autorstwa Godlewska-Młynarska Adrianna, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie . Przeczytaj recenzję Jestem, po prostu jestem. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze! Stajemy się takim Kłapouchym, który już wszystko wie: „Raczej mi się nie uda”; „Po prostu jestem pechowcem”; „Nic z tego nie będzie” itd. Czekam, ale nie mam w sobie żadnej wiary. To demobilizuje, skłania do poddawania się, rezygnacji z aktywnej postawy kształtowania własnego życia. Listen to Jestem po prostu jestem from Dana Lerska's Prawie Całość for free, and see the artwork, lyrics and similar artists. Tłumaczenia w kontekście hasła "dobrze mogę się po prostu" z polskiego na angielski od Reverso Context: Na tym etapie równie dobrze mogę się po prostu napić. ŚPIEWAŁA "JESTEM KOBIETĄ" - 3 - 11 liter - Hasło do krzyżówki. 🔔 Wyszukiwarka haseł do krzyżówek pozwala na wyszukanie hasła i odpowiedzi do krzyżówek. Wpisz szukane "Definicja" lub pole litery "Hasło w krzyżówce" i kliknij "Szukaj"! rGCRAG. Wiele razy śpiewała dla niego piosenkę „Pensami strasera” - „Pomyśl o mnie dziś wieczorem." Powtarzała w niej: „Kocham cię. Kocham”. On był nią absolutnie zafascynowany, organizował koncerty, tak by mogli wspólnie występować. Ściągnął ją do Polski. Zamieszkali razem, nie bacząc na wściekłość jej męża, Sycylijczyka, dla którego zdrada żony była jak skaza na honorze. Farida na pewno była rozdarta między małżeństwem a niespodziewaną miłością do Czesława, pochodziła z tradycyjnej włoskiej rodziny, dla której jej zachowanie było głupie, skandaliczne i niepojęte. A jednak po latach powiedziała o Czesławie: „Dziękuję mu, że mogłam spotkać taką miłość. Niemen mówił mi często, że kochał mnie, zanim jeszcze mnie poznał, zawsze… i że będzie mnie kochał także „tam”. Nasze dusze po prostu się rozpoznały, ponieważ jesteśmy identyczni". Dlaczego Farida i Czesław Niemen, mimo takiego uczucia, nie zdecydowali się na małżeństwo i czemu ten związek jednak się rozpadł? Urszula i Tomasz Kujawski: „Mamy za sobą wiele zakrętów, ale na szczęście udało nam się pozbierać” Czesław Niemen i Farida: jak się poznali? Poznali się w 1970 roku, na letnim konkursie piosenki „Cantagiro” we Włoszech. Czesław Niemen pojechał tam już jako gwiazda. W Polsce wszyscy nucili jego piosenkę „Pod papugami” albo „Czy mnie jeszcze pamiętasz”. Potężne wrażenie zrobił przebój jego życia „Dziwny jest ten świat”. Niemen nie był już wtedy chłopcem, miał 31 lat i za sobą trudne przeżycia. Czesław Niemen, a właściwie Czesław Juliusz Wydrzycki, był – jak wiadomo repatriantem ze Wschodu, z Białorusi (wtedy ZSRR). Cała rodzina Wydrzyckich przyjechała do Polski w 1958 roku, w ramach ostatniej fali repatriacji. Bardzo naciskał na to Czesław, bojąc się powołania do Armii Czerwonej. Zostawili ukochany dom, przerobiony potem przez nowych właścicieli na sklep spożywczy. Wypielęgnowany przez pokolenia ogród rozjechały samochody dostawcze. Przeszli przez obóz dla repatriantów, potem mieszkali w różnych miastach: Świebodzinie, Kołobrzegu, w końcu trafili do Gdańska. Żyli biednie, w Gdańsku muzyk pomieszkiwał w piwnicy szkoły muzycznej, do której chodził (był w klasie fagotu). Żeby dorobić, zaczął grać w różnych kabaretach, klubach, pomału wchodził w środowisko polskiego bigbitu, i robił karierę jako muzyk. Fot. Często razem koncertowali. Na zdjęciu: Czesław Niemen przedstawia Faridę w czasie swojego koncertu w Sali Kongresowej, 1970 rok. Fot: PAP/Zbigniew Wdowiński W 1970 roku formalnie był jeszcze mężem Marii Klauzunik. Zakochali się w sobie jeszcze jako nastolatki, w ukochanych rodzinnych Starych Wasiliszkach. Potem Czesław ściągnął Marię do Gdańska, gdy brali ślub, on miał 19, ona 18 lat. W 1960 roku urodziła im się córka Marysia, zwana przez swojego tatę – Mysia. Raczej pomieszkiwali, niż mieszkali razem, nie było ich stać na wynajęcie mieszkania. Żona i córka Niemena mieszkały w internacie liceum pielęgniarskiego, a później u rodziców muzyka w Białogardzie. Maria poszła do szkoły pielęgniarskiej, potem zaczęła pracę w Szpitalu Miejskim w Gdyni. W końcu udało jej się wynająć kawalerkę. Jak sama wspominała, chciała, żeby Czesław więcej czasu spędzał z nią i córką, ale dla niego „istniała tylko muzyka”. Zaczęli się od siebie oddalać, żyli innymi sprawami, inaczej. W 1971 roku oficjalnie wzięli rozwód, ale nie byli ze sobą już od lat. W drugiej połowie lat 60. Czesław Niemen zakochał się w ślicznej bigbitowej wokalistce Adzie Rusowicz, ale ten związek też nie przetrwał próby czasu. Farida, a tak naprawdę Concetta Gangi, urodziła się w Katanii we Włoszech. Po mamie miała egipskie korzenie, co dodawało jej egzotyczności. Kiedy poznali się z Niemenem, była 24-letnią wschodzącą gwiazdą, śpiewała nie tylko popowe piosenki, interesował ją także jazz i rock, śpiewała utwory Janis Joplin. Zobacz też: Małgorzata i Czesław Niemen: Mistrz i jego muza. Oto historia ich miłości Czesław Niemen i Farida: historia wielkiej miłości Na Czesławie Niemenie zrobiła wielkie wrażenie, przede wszystkim jako kobieta, Niesamowicie mu się podobała, wspominała, że czuła nieustannie na sobie jego wzrok. „Przypalał mnie tym wzrokiem, aż ciarki przechodziły mi po plecach”, opowiadała. On też jej się podobał. „Czułam, że rodzi się między nami wyjątkowe porozumienie dusz, tym bardziej zaskakujące, że przecież właściwie się nie znaliśmy. Nawet go unikałam, ponieważ byłam bardzo krótko po ślubie i przestraszyłam się tego, co mogłoby się między nami wydarzyć”, mówiła. Dlatego odetchnęła z ulgą, gdy festiwal się skończył. Myślała, że już nigdy się nie zobaczą. Kiedy po pewnym czasie przyszło dla niej zaproszenie na Festiwal w Sopocie, od razu skojarzyła ten gest z Czesławem Niemenem. I nie miała chwili wątpliwości, że chce tam pojechać. Chociaż we Włoszech nikt o tej imprezie nie słyszał. W każdym razie nie było to żadne ważne ani prestiżowe muzyczne wydarzenie. Koledzy dziwili się, że chce jechać do Polski. „Przecież tam niczego nie ma”, odradzali. Ale to nieprawda, bo był tam Czesław. Fot. Już jako para, na festiwalu w Sopocie, początek lat 70. Fot: Andrzej Wiernicki/Forum Gdy wylądowała na lotnisku w Gdańsku, Czesław Niemen czekał na nią z bukietem orchidei. Nigdy nie widziała piękniejszych kwiatów. „Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy na kolanach wręczał mi te kwiaty i całował po rękach”, opowiadała. Festiwalowe próby fatalnie jej szły. W pewnym momencie dyrygent orkiestry zapytał: „Kogo wyście tu przywieźli, ona przecież nie umie śpiewać!". A ona miał burzę w głowie: co będzie z Czesławem, co z jej małżeństwem, jak ułoży się przyszłość… Bo tak naprawdę Farida miała dobry głos, była bardzo muzykalna i śpiewać umiała. Gdy zaśpiewała na koncercie, dyrygent, który objechał ją na próbach, przeprosił. A Czesław siedział w pierwszym rzędzie i patrzył tylko na nią. W Sopocie zaczęła się ich wielka miłość. „(...) To była prawdziwa magia, brak słów, by móc opisać tamtą radość, nasze spojrzenia przyciągające się. Jeszcze o dzisiaj to czuję”, mówiła w jednym z wywiadów (cytuję za Zobacz też: Natalia Niemen: „Przez lata miałam poczucie, że tata poświęca nam niewiele czasu” Czesław Niemen i Farida: wspólne życie z jej ukochanym Gulio Gdy artystka odwiedzała go w Warszawie, zatrzymywali się w małym mieszkaniu Niemena przy ulicy Niecałej w Warszawie. „Tam odcinałam racjonalne myślenie o tym, że kiedyś za te chwile szczęścia przyjdzie nam obojgu słono zapłacić. Uwielbiałam kurczaki, więc Czesław, żeby mi je przyrządzać, zdobył gdzieś rożen. Był fantastycznym, wesołym, pełnym energii mężczyzną, który w niczym nie przypominał tego zamkniętego w sobie człowieka, jakim znaliśmy go w ostatnich latach”, mówiła gwiazda. Podobno któregoś dnia Farida dostała od Czesława Niemena białą sukienkę i wzięli symboliczny ślub w Zakopanem, formalnie jednak małżeństwem być nie mogli. Farida była pod ogromną presją rodziny, która naciskała na nią, by zakończyła ten niezrozumiały dla nich polski romans i wracała do męża. Wiadomo było, że mąż nie da jej rozwodu. Farida wiedziała, że wcześniej czy później przyjdzie jej zapłacić za związek z ukochanym Gulio (tak mówiła do Czesława Niemena, przerabiając jego drugie imię Juliusz). Do tego doszła jeszcze… choroba ojca. Wokalistka bardzo go kochała, kiedy dowiedziała się, że ciężko choruje przysięgła Bogu i sobie, że jeśli ojciec wyzdrowieje, ona wróci do męża. I tak się stało. Zobacz też: Ciężka choroba, wielka kariera i zniknięcie z ekranu... Co dziś robi Elżbieta Zającówna? Fot. Czesław Niemen, lata 80. fot: Jerzy Płoński/Forum Czesław Niemen nie chciał słyszeć o rozstaniu, ale Farida była zdeterminowana, być może wywierana na nią presja była za dużym obciążeniem. Spakowała walizki, zerwała kontakt, nie odbierała telefonów. Choć jak mówiła „serce jej krwawiło”. Wspominała, że zadała ogromny ból sobie i Niemenowi i że zachowała się z rozsądkiem, na jaki w innej sytuacji nigdy by się nie zdobyła. Wróciła do męża, urodziła dwoje dzieci, starała się być przykładną żoną. Czesław Niemen w 1973 roku spotkał piękną modelkę Małgorzatę Krzewińską (potem Niemen), która okazała się miłością jego życia. Pobrali się w 1975 roku i byli nierozłączni aż do śmierci muzyka w 2004 roku. Ale to już historia na inną opowieść. Z Faridą po latach znów mieli kontakt, byli przyjaciółmi. Piosenkarka przyleciała do Polski w 2009 roku i z okazji 70. urodzin Czesława Niemena dała koncert w Poznaniu, poszła też na grób muzyka na warszawskie Powązki. Zobacz także: Marta Lipińska i Maciej Englert są razem od 54 lat. Oto historia ich wyjątkowej miłości Z Joanną Moro, aktorką, odtwórczynią roli Anny German w serialu telewizyjnym o słynnej pieśniarce, rozmawia Krzysztof Lubczyński. W tym roku mija 40 rocznica śmierci Anny German, a serial jej poświęcony, „Anna German”, często jest powtarzany w różnych telewizjach. Jakie jest główne przesłanie tego serialu? Siła wielkiej miłości. Z Szymonem Sędrowskim zagraliśmy słynną parę – Annę German i jej męża Zbyszka Tucholskiego. Myślę, że takiej miłości już nie ma i nie będzie. Między nimi była taka miłość, która się nie zdarza. Bardzo bym chciała, by jak największa liczba widzów poznała, jak pięknym uczuciem darzyli siebie nawzajem bohaterowie tego serialu. Czy musiała się Pani bardzo mocno przygotowywać do tej roli od strony biograficznej? Anna German to postać rzeczywista, niefikcyjna. Jak wyglądały przygotowania? Wydaje mi się, że najciekawszym momentem pracy nad rolą jest jej przygotowanie. Wtedy człowiek jest tak nabuzowany energią, chce się jak najwięcej dowiedzieć. Ja miałam tu o tyle dobrze, że pan Zbyszek Tucholski mieszkał w Warszawie. Spotkałam się też z Mariolą Pryzwan, wielką fanką i biografką Anny German. Ona mi bardzo dużo pomogła. Pokazała mi piękne albumy ze zdjęciami Anny German, często niepublikowanymi. Pokazała mi też rzeczy osobiste Anny German, torebki, szale. Było to niezwykle wartościowe. Uczyłam się specjalnie śpiewu metodą Anny German. Ona miała taki dar od losu, ale generalnie ludzie tak nie mają i tego się trzeba uczyć – tej postawy, jaką prezentowała się na scenie, jak otwierała usta, aby wydobyć tak niesamowicie wysoki głos. Poza tym uczyłam się też włoskiego, bo mamy dwa odcinki właśnie w tym języku. Anna biegle mówiła po włosku i nie było wyjścia –-trzeba było się podszkolić. German mówiła w siedmiu językach, a śpiewała chyba w jeszcze większej liczbie, bo śpiewała też np. po chińsku. Znam język rosyjski, a dzięki tej roli dokształciłam się jeszcze i mogłam sobie w szukać informacji o Annie German w rosyjskich portalach internetowych. I tam, muszę przyznać jest dużo więcej informacji niż w języku polskim. Musieliśmy delikatnie podejść do sprawy. Zdawaliśmy sobie sprawę jaka odpowiedzialność na nas spoczywa. Szymon grał człowieka, który dzisiaj jest, żyje, myśli i ogląda ten serial. Muszę powiedzieć, że pan Zbigniew zwierzał mi się, że jemu się bardzo podoba Szymon w tej roli. Zastrzegał się tylko, że nie jest aż taki przystojny. (śmiech) Anna German urodziła się w Uzbekistanie. Pani pochodzi z Wilna. Czy ten klimat, nazwijmy to wschodni, pomógł Pani tę postać wykreować? Po przeczytaniu scenariusza nie było wątpliwości, że jest to rzecz wielka. Tu nie trzeba dużo wymyślać. Życie napisało taki scenariusz, że w to się po prostu wchodziło i się było na tym planie. Tu miało pewne znaczenie, że jest ten język rosyjski, że się urodziłam w Związku Radzieckim i to mi dało pewną łatwość wchodzenia w tę postać. Ten język rosyjski w dzieciństwie zawsze był wokół mnie. Ja się urodziłam w rodzinie polskiej i w domu mówiło się wyłącznie po polsku, ale jak się chodziło do sklepu to słyszało się rosyjski. Chociaż jako dziecko nie mówiłam po rosyjsku, to pamiętam te przepiękne radzieckie dobranocki. To wszystko rzutowało, że ja poczułam niezwykłą bliskość dla tej postaci. Chociaż jestem osobą zupełnie inną niż Anna German. Ja jestem osobą energiczną, nawet szaloną, i tutaj musiałam stonować, bo Anna prezentowała niesamowity spokój. Było to takie ciekawe przełamanie siebie. Jak się Pani przygotowywała do tej roli, jeśli chodzi o podkładanie głosu w piosenkach? Bardzo chciałam śpiewać w tym serialu, bo zakochałam się w piosenkach Anny German. Nie tylko chodzi o ich melodyjność, ale także teksty. Każda z piosenek miała do przekazania coś istotnego i ponadczasowego. Rosyjscy producenci powiedzieli, że takie timbru głosu nie da się uchwycić. Bardzo walczyli, by uzyskać prawa do piosenek. Przed produkcją serialu nauczyłam się wszystkich utworów Anny German. Na planie była puszczana piosenka German i ja z nią śpiewałam. W momentach a capella śpiewa Władysława Wdowiczenko, ukraińska piosenkarka z Odessy, która ma bardzo podobny timbre głosu i głównie wykonuje piosenki z repertuaru Anny German. Dziś, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie coraz rzadziej produkuje się seriale biograficzne. Jak to się stało, że doszło do realizacji serialu „Anna German”? Ten serial powstał dzięki rosyjsko-ukraińskiej firmie producenckiej Star Media. Wład Riaszyn i Galina Bałan-Timkina trzy lata walczyli, by scenariusz powstał, i by ktoś przeczytał. Trzeba było też rozstrzygnąć z jakiego kraju aktorzy mają zagrać i gdzie to ma być kręcone. Projekt był bardzo starannie przygotowany. Dzisiaj takich biograficznych seriali jest mało, raczej robi się sensacyjne, czy obyczajowe. Wyłożone zostały duże środki finansowe, by ten serial powstał. W Polsce serial zyskał dużą publiczność… Moim zdaniem film jest tak zrealizowany, że widz się nie może oderwać od ekranu. W Rosji puszczano codziennie po dwa odcinki i właśnie tak było. Anna German jest w Rosji bardzo popularna i każdy ją zna. Zresztą nie tylko w Rosji, bo w zasadzie we wszystkich państwach b. ZSRR. W Uzbekistanie rok 2011 był rokiem Anny German, która tam jest uznawana za narodową artystkę. Serial był pokazywany w krajach nadbałtyckich, w Niemczech, Izraelu. Niemal w każdym z tych krajów traktują Annę German jak „naszą” i w tym tkwi jej fenomen. Jak doszło do tego, że otrzymała Pani tę rolę? Dzięki castingowi do serialu, o którym dowiedziałam się przypadkiem od koleżanki, które mnie zachęcała: „znasz rosyjski, może zgarniesz rolę drugoplanową”. Dostałam rolę główną. Praca nad serialem to była moja największa przygoda życiowa. Przez osiem miesięcy byłam oderwana od rodziny. Lataliśmy samolotami z planu na plan – zdjęcia były kręcone na Krymie, w Warszawie, we Lwowie, w Kijowie, w Bachczysaraju, we Włoszech. Po emisji serialu stałam się w Rosji prawie tak popularna jak Barbara Brylska. (śmiech) Mam nadzieję, że jakieś kolejne propozycje z Rosji nadejdą. Ja w każdym razie szlifowałam swój rosyjski w trakcie lektury „Anny Kareniny” w oryginale. I na koniec pytanie, które muszę zadać – czy w szkole była może Pani nazywana Jeanne Moreau? Tak. Nazywał mnie tak profesor Mariusz Benoit. (śmiech) Dziękuję za rozmowę. Joanna Moro – ur. 1984 w Wilnie, aktorka polsko-litewska. Od 2003 roku mieszka w Polsce. Absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie (2007). Zagrała w większości najpopularniejszych seriali telewizyjnych („Blondynka”, „Klan”, „M jak miłość”, „Na Wspólnej”, „Barwy szczęścia”, „Na dobre i na złe”, „Plebania” , „Ojciec Mateusz”, „Hela w opałach”, „Faceci do wzięcia”). Udziela się też jako piosenkarka, konferansjerka, prezenterka, aktorka estradowa. Anna Wiktoria German-Tucholska – ur. 1936 w Urgeczu (ZSRR), zm. 1982 w Warszawie, piosenkarka, kompozytorka. Laureatka festiwali w San Remo, Monte Carlo, Wiesbaden, Bratysławie, Neapolu, Viareggio, Cannes, Ostendzie, Sopocie, Opolu, Kołobrzegu, Zielonej Górze. Zdobywczyni „Złotej Płyty” za płytę długogrającą pod tytułem „Człowieczy los” (1970). Wylansowała wiele przebojów, „Wróć do Sorrento”, „Wiatr mieszka w dzikich topolach”, „Tańczące Eurydyki”, „Chcę być kochaną”, „Cyganeria”, „Jesteś moją miłością”. Dramatyczny los wojenny jej rodziny w ZSRR dopełnił się tragiczną śmiercią artystki w wyniku wypadku samochodowego, do którego doszło we Włoszech, nieopodal San Remo. Należy do najbardziej uhonorowanych polskich artystek – patronuje wielu ulicom, a na temat jej życia i twórczości powstało wiele książek. "Myślę, że nasza wygrana w »X Factorze« oznaczała, że wiele dziewczyn stanęło jednak po naszej stronie. To właśnie one chcą nas wspierać, pewnie częściowo dlatego, że nie jesteśmy typem dziewczyn, które ukradną ci chłopaka. Nie jesteśmy przesadnie seksowne, nie onieśmielamy ludzi – to nie nasz cel" - mówiła mi Leigh-Anne Pinnock z Little Mix. Katarzyna Gawęska: Zacznę od najłatwiejszego pytania, związanego z nadchodzącą płytą Little Mix. Wybrałyście tytuł "Get Weird", więc opowiedz mi o najdziwniejszej rzeczy, jaka ci się przytrafiła. Leigh-Anne Pinnock: Wszystkie jesteśmy nieźle pokręcone (śmiech). Zachowujemy się dziwnie każdego dnia naszego życia, w każdej sekundzie. Nie lubimy nudy, dlatego kiedy jesteśmy razem, świetnie się bawimy. Codziennie robimy coś dziwnego – lubimy na przykład mówić z głupim akcentem, dużo się wygłupiamy. To wspaniała zabawa! Przeczytałam gdzieś, że na ten album napisałyście ponad sto piosenek. Jak więc udało się wam wybrać te, które trafią na płytę? Miałyśmy spis wszystkich tych piosenek i dużo czasu spędziłyśmy, zastanawiając się, czy dane utwory do siebie pasują, czy tworzą spójną całość. Nie chciałyśmy, żeby cokolwiek odstawało – miałyśmy w planach nagranie krążka, a nie zbioru singli. Kiedy nagrałyśmy "Black Magic", dopasowałyśmy do niego resztę piosenek. Dzięki temu uzyskałyśmy wspomnianą wcześniej całość – "Black Magic" było dla nas wyznacznikiem tego, jakie kawałki trafią na płytę. Opowiadasz o tym tak, jakby taki wybór był prosty, ale przecież w zespole jesteście w czwórkę. Macie więc szansę na wyrażenie siebie, czy zawsze myślicie tylko o całej grupie? Wow, nie spodziewałam się tak dobrego pytania! Myślę sobie, że oczywiste jest, że uwielbiamy wspólnie pracować. Bardzo się cieszymy, że jesteśmy w girls bandzie, ale nie znaczy to, że nie możemy pokazać, kim jesteśmy jako indywidualności. Przykładowo, każda z nas interesuje się czymś innym. Ja kocham modę, więc prowadzę bloga o tej tematyce: Jako grupa robimy wszystko razem, najważniejsze dla nas to podejmować wszystkie decyzje wspólnie. To będzie wasz trzeci album od 2012 roku. Inne zespoły zwykle każą fanom czekać na kolejne krążki po kilka lat. Dlaczego u was jest inaczej? Po tym, jak skończyłyśmy promować nasz pierwszy album, od razu zaczęłyśmy tworzyć następny. Tym razem miałyśmy cały rok na to, żeby pisać nowe piosenki, żeby naprawdę się do tego przyłożyć. Bardzo ważne było dla nas to, żeby ten krążek był idealny. Wydaje mi się, że po prostu nie chciałybyśmy zniknąć na tak długi czas. To wszystko chyba zależy od tego, na jakim etapie życia jest się w danym momencie. Inaczej byłoby, gdyby któraś z nas zasygnalizowała, że potrzebuje przerwy, ale póki co nie mamy takiej potrzeby. Nie wiemy, co przyniesie nam życie, a wszystko zależy właśnie od tego, ale jak na razie nie wydaje mi się, żebyśmy miały zamiar zniknąć na tak długo. Chcemy teraz dużo pracować, żeby przejąć kontrolę nad światem. Nieźle wam idzie, bo kiedy tylko włączam radio, słyszę "Black Magic", więc gratuluję. Dziękuję! To niesamowite! Jesteśmy bardzo dumne z tego kawałka i z tego, jaki sukces odniósł. Teledysk do tego singla powstawał w szkole. Zastanawiam się, czy czasami nie czujesz, że coś cię omija? Nie robisz tego, co twoi rówieśnicy, co na pewno jest plusem, ale czy czasami cię to nie męczy? Tak, czasami zdecydowanie tak jest. Nie mam zbyt dużo czasu, który mogłabym spędzić z rodziną, co jest dla mnie ogromną wadą tego, co robię. Nie miałam też możliwości iść na studia, a myślę, że fajnie byłoby zobaczyć, jak to jest. Mimo to niczego nie żałuję. Nie chciałabym robić niczego innego. Mam ogromne szczęście, mogąc cieszyć się każdą sekundą życia. I tym, że jesteś współautorką "Pretty Girls" Britney Spears i Iggy Azalei! Dokładnie! To było niesamowite przeżycie. Kiedy dowiedziałyśmy się, kto zaśpiewa ten kawałek, nie potrafiłyśmy w to uwierzyć. Świadomość, że jedna z twoich idolek będzie śpiewała twoją piosenkę jest naprawdę cudowna. Co do współpracy z innymi artystami, to na najnowszym krążku ukaże się piosenka, która powstała z Jess Glynne. Mogłyście nagrywać z kimkolwiek chcecie, a jednak wybrałyście wokalistkę, która dopiero co wydała debiutancką płytę. To oryginalny wybór. Wow, to kolejna słuszna uwaga. Rzeczywiście, mogłybyśmy zaprosić do współpracy kogoś innego, ale Jess jest niezwykle utalentowana, teraz wszędzie się o niej mówi, a piosenka, która dzięki niej powstała, jest bardzo dobra. Jess to także po prostu miła dziewczyna i zawsze świetnie spędza nam się z nią wspólnie czas. Jesteśmy szczęśliwe, że mogłyśmy z nią pracować. Piosenka, którą z nią nagrałyście, nosi tytuł "Grown", więc powiedz mi, w jakim sensie dorosłyście od wydania poprzedniego albumu? Na pewno wszystkie poprawiłyśmy się w kwestii śpiewania. Weszłyśmy pod tym względem na wyższy poziom. Zawsze lubimy wieszać poprzeczkę coraz wyżej i tym razem nam się to udało. Jeśli chodzi tylko o mnie, mogę powiedzieć, że jestem bardziej pewna siebie i nie boję się już eksperymentować w temacie wokali. Stałaś się też weteranką funkcjonowania w show-biznesie? To całkiem możliwe. Przywykłyśmy do wielu aspektów tego świata. Kiedy ktoś pisze o nas niemiłe rzeczy w komentarzach w sieci, po prostu o nich zapominamy, bo jesteśmy przyzwyczajone do takich sytuacji. Każdy artysta musi zmierzyć się z negatywnymi opiniami – nie jest to nic miłego, ale my mamy łatwiej, bo nawzajem się wspieramy. Dużo się nauczyłyśmy, ale przed nami jeszcze długa droga do tego, żeby nic nie mogło nas zaskoczyć. Czy czasem nie jest trudno przebywać tylko w towarzystwie dziewczyn? W zespole jesteście ze sobą cały czas. Absolutnie nie! Nie umiałabym nawet opisać, jak blisko ze sobą jesteśmy, jak bardzo się wspieramy. To moje siostry. Tego nie da się zagrać. Nasze relacje są w stu procentach autentyczne. Gdyby więzi, jakie nas łączą, nie istniały, gdybyśmy się nie przyjaźniły, ten zespół nie miałby prawa bytu. Mimo to chyba macie trochę utrudnione zadanie, bo kiedy patrzę na was i na popularne obecnie boys bandy, to właśnie wy musicie ciągle udowadniać, że jesteście właściwymi osobami we właściwym miejscu. Też mam wrażenie, że jako dziewczynom jest nam trudniej odnieść sukces w show-biznesie. Mimo to myślę, że nasza wygrana w "X Factorze" oznaczała, że wiele dziewczyn stanęło jednak po naszej stronie. To właśnie one chcą nas wspierać, pewnie częściowo dlatego, że nie jesteśmy typem dziewczyn, które ukradną ci chłopaka. Nie jesteśmy przesadnie seksowne, nie onieśmielamy ludzi – to nie nasz cel. Jesteśmy prawdziwymi dziewczynami i dlatego mamy wspaniałych fanów i fanki, którzy wspierają nas w stu procentach. Mimo to myślę, że to prawda, że chłopakom w show-biznesie dużo łatwiej jest odnieść sukces. Co do "X Factora", zastanawia mnie, czy Simon Cowell rzeczywiście jest tak straszny i krytyczny, jakiego widzimy go w telewizji? Nie, jest bardzo miłym człowiekiem. Uwielbiamy go! Bardzo nas wspiera i pozwala nam robić to, co uważamy za słuszne. Ufa nam i wierzy, że podejmujemy dobre decyzje, chociaż często nam w tym pomaga. Jest niezwykle utalentowanym biznesmenem. Co chciałabyś osiągnąć, jeśli chodzi o muzykę? Chcemy tylko przejąć władzę nad światem i sprawić, żeby wszyscy wiedzieli, kim są Little Mix. Pragniemy poszerzać przesłanie "girl power". Jeśli chodzi o bardziej przyziemne sprawy, to naszym marzeniem jest wystąpić na Madison Square Garden – to byłoby coś! Super byłoby też, gdyby nasz krążek trafił na pierwsze miejsca list przebojów w Stanach Zjednoczonych. Jest wiele rzeczy, które chciałybyśmy osiągnąć – powoli nam się to udaje, ale przed nami jeszcze długa droga. Nie boisz się, że stracicie kontrolę nad swoją muzyką? Tego zupełnie się nie obawiam, bo kontrolujemy wszystko. Nigdy nie zrobimy niczego, na co nie będziemy miały ochoty. Nie byłybyśmy w stanie złamać własnych zasad. Nasza muzyka to my – od samego początku wszystkim kierujemy. Wiem, że to, dokąd przyjedziecie, nie zależy tylko od was, ale czy w Polsce możemy się was spodziewać? Bardzo chciałybyśmy przyjechać do Polski. To stamtąd pochodzi duża część naszych fanów, więc to kraj, który jest na liście miejsc, które chcemy odwiedzić. Naszym marzeniem jest światowa trasa koncertowa – chciałybyśmy pokazać się dosłownie wszędzie. Lista słów najlepiej pasujących do określenia "śpiewała motylem jestem":JAROCKAIRENAGÓRNIAKŁAZUKAJOPEKSENIUKLARWAELENIDANASOŚNICKASIPIŃSKAVILLASPERFECTLERSKAGRZEGORZDANUTAURSZULALALAKORAONA